sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 2.

Budzę się. Zwlekam się z łóżka i sprawdzam, która jest godzina. Dokładnie 10:00. Słyszę na dole hałasy. Pewnie chłopaki... Tylko co oni do cholery tam robią?! 
Schodzę pospiesznie z łóżka i zbiegam na dół. Okazuje się, że chłopaki sobie zrobili wojnę na jedzenie, i akurat przeszkodziłam Zayn'owi w rzuceniu Harry'ego mąką.
- Co się tutaj dzieje? - pytam się jak na razie spokojnie.
- Ja robiłem śniadanie, a jemu coś nie pasowało - mówi Harry.
- Jakbyś mnie posłuchał, to by tego nie było - odpowiada Harry'emu. Ja tylko wzdycham. 
- Zayn, sprzątasz to - mówi Harry i wychodzi z kuchni, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Słyszę kroki na schodach. Pewnie idzie do swojego pokoju, a mulata zostawia z tym samego.
- Pomogę ci - mówię cicho i sięgam po miotłę. Zayn ma zdziwioną twarz. No co? - Chcesz to sam sprzątać, czy co? - mówię trochę poddenerwowana. - Bo ja - mówię, ale on mi przerywa.
- Jak chcesz, to mogę sam to posprzątać.
- Spoko, pomogę ci - mówię i zaczynamy sprzątać.


***

Ubieram się w to. Rozczesuję swoje włosy i schodzę na dół. Jestem już po śniadaniu. Widzę, że Harry i Zayn się gdzieś zbierają. Ciekawe gdzie?
- Gdzie idziecie? - pytam, gdy już zeszłam ze schodów.
- Idziemy do Niall'a i chłopaków. Idziesz z nami? - pyta Harry, a ja się lekko uśmiecham i kiwam twierdząco głową.
- Mogę iść. Muszę z nim poważnie porozmawiać o was - mówię i krzyżuję ręce na piersi. Zayn podnosi zabawnie brew.
- A co my takiego zrobiliśmy? - pyta zdziwiony Zayn, a ja się szeroko uśmiecham.
- Niech no pomyślę - mówię i udaję, że myślę, jak w jakiejś bajce. - Rano mieliście bitwę na jedzenie. Później musieliśmy Harry'ego dosłownie zrzucić ze schodów, żeby przyszedł na śniadanie, więc o czym mowa? - mówię, a Zayn ma cwaniacki uśmieszek. Harry go szturcha i kiwa głową, żebyśmy już poszli. - Okej, chodźmy - mówię, a po chwili wychodzimy. Podchodzimy do drzwi od domu Niall'a. Zayn już ma dzwonić, ale zatrzymuję jego rękę. - Po prostu wejdźmy - mówię i otwieram drzwi, które są jak zwykle otwarte. Słyszę już w drzwiach hałasy. Wchodzę i odchrząkuję, a oni natychmiast się uciszają. Niall leży na Louis'ie, a Liam się na nich drze stojąc nad nimi. - Co porabiacie? - pytam z uśmiechem.
- Yyyyy.... - mówi Louis. Szybko zrzuca z siebie Niall'a i wstaje. - Jesteś ładniejsza niż myślałem - mówi i całuje mnie w zewnętrzną część mojej dłoni.
- Przecież mnie wczoraj widziałeś - mówię ironicznie.
- No i? - mówi z sarkazmem, a ja nie wytrzymuję i już go mam walnąć, ale...

środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 1.

Hej, jestem Tori, Tori Vega. Mam już 17 lat. Mieszkam w Irlandii.
Właśnie w tym momencie idę z Niall'em do szkoły. Blondyn przyjechał na jakiś czas tutaj, żeby zdać wszystkie zaległe testy, bo jest w zespole One Direction. Lubię ten zespół, ale oprócz Niall'era nie znam nikogo osobiście.
- A kiedy wyjeżdżasz? - pytam się, gdy przebywamy swoją godzinną drogę do szkoły.
- Nie wiem. Chyba za dwa miesiące. I wiesz co? - mówi z lekkim uśmiechem. Bierze mnie na ręce, a ja owijam nogi wokół jego tułowia.
- No co? - mówię, a on się uśmiecha i cmoka mój policzek.
- Chłopaki przyjeżdżają dzisiaj do mnie - mówi z uśmiechem, a ja zamieram. Jak to? Czyli, że ich nareszcie poznam? Tak!
- Tak! - krzyczę, a on się zaczyna śmiać.
- Tori, tylko ich nie zabij, dobrze? - mówi jakbym była psychofanką.
- No okej! - mówię, a on mnie puszcza. W zasadzie zachowujemy się jak para, ale tak na prawdę nigdy nie będziemy parą. Jesteśmy tylko przyjaciółmi.

***

Wracam sama ze szkoły, bo Niall pisze jeszcze jakiś test. Idę i nagle mnie ktoś popycha przypadkowo. Upadłabym, ale mnie ten ktoś złapał. Patrzę się na mojego wybawcę. Chwila, czy to Zayn Malik?
- Wszystko w porządku?
- Tak - mówię i wstaję. - Przepraszam, muszę iść.
- Chwila, zaczekaj - mówi błagalnie.
- Zapomnij - mówię i po chwili szybko uciekam. Co ja zrobiłam?!

***

- Hej, Niall - mówię i całuję chłopaka w policzek wchodząc do jego domu.
- Hej - mówi. - To są chłopcy, ale ich imiona chyba znasz?
- Tak - mówię i się lekko uśmiecham. - Jestem Tori - w tym momencie podchodzi do mnie chłopak, który mnie uratował.
- Hej TORI - zaznacza moje imię. - My się już widzieliśmy, prawda?
- Um... tak - mówię. - Przepraszam, spanikowałam wtedy.
- Nic się nie stało. Masz może jutro czas?
- Tak - mówię, a on się lekko uśmiecha.
- Może gdzieś byśmy wyskoczyli? - mówi, a ja przygryzam wargę.
- Okej. Jakby co, mieszkam koło Niall'a.
- Dobrze.
- Tori... - mówi błagalnie Niall - masz miejsce w swoim domu?
- Tak, a co? - mówię, a Niall mnie przytula.
- Proszę weź dwie osoby, bo my się nie pomieścimy, proszę... - całuje mnie w policzek i mocniej przytula.
- Okej - mówię rozbawiona. - Których mi dajesz?
- Harry'ego i Zayn'a - uśmiecham się lekko.
- Spoko. To chodźcie już.

***

- Więc to są wasze pokoje.
- Ładne - komplementuje Harry, a ja przewracam oczami. - Jesteście głodni?
- Nie - mówią jednocześnie.
- Okej. To ja idę do siebie, dobranoc.
- Dobranoc.